|
Blog > Komentarze do wpisu
Im bluePorozmawiałam sobie wczoraj z dwiema świadkiniami Jehowy przy herbacie i wpadłam w doła. Chyba najbardziej z zazdrości o to, że one wiedzą, co robią i są takie pewne tego, że robią dobrze; znają sens i cel. Moje przekonania krążą właściwie wokół jednego vontrierowego Life on Earth is evil. Myślałam sobie ostatnio o pomaganiu i doszłam do wniosku, że to wszystko nie ma sensu. Pomagać ludziom jest gatunkistycznie, nieekologicznie (im więcej ludzi, tym gorzej), do tego splendorowo. Co szlachetnego w pomaganiu, za które zyskuje się wdzięczność, szacunek i podziw mas? Pomaganie zwierzętom jest w opinii ogółu przynajmniej śmieszne (a to plus), ale zbyt ograniczone i etycznie wątpliwe - jeden, dwa koty, które nakarmi się zarżniętym kurczakiem, wykupiony z rzeźni koń, za którego i tak inny trafi na kiełbaski. Ogólnoświatowo stosunku do zwierząt się nie zmieni, bo trzeba byłoby zdelegalizować religie, przynajmniej te zachodnie (względnie zaprowadzić hinduizm), a ja nie mam pomysłu jak to zrobić. Ochrona gatunków to też bzdura oparta na ludzkiej potrzebie posiadania; ale im więcej zwierząt różnych gatunków, tym więcej zróżnicowanego cierpienia, farta to mają dinozaury. Nie ma sensu walka o prawa kobiet czy mniejszości seksualnych, bo to i tak wszystko zmierza ku państwom narodowym i religino-prawicowej dominacji (wszędzie); prędzej zapłoną inkwizycyjne stosy niż doczekam się aborcji czy eutanazji, którym nie będzie towarzyszyło kościelne pieprzenie. Dostęp do nauki i kultury? Jak nie wprowadzą nam ACTA, to wprowadzą nam coś innego. Teoria o światowym spisku korporacji, z którego śmiałam się jeszcze dwa lata temu, dziś mnie przekonuje, walka bez szans na wygraną. Mam bolesną świadomość, że nigdy nie zmienię świata, bo jestem na to za stara i za słaba, a cywilizacja śmierci zatriumfuje i beze mnie, jakimś kolejnym Big Bangiem lub inną cholerą, a jedyna nadzieja w tym, że zanim wymrzemy, wytłuczemy też wszystkie naczelne. Raz na zawsze. niedziela, 26 lutego 2012, tram_way
TrackBack
Komentarze
varshava
2012/02/26 23:52:34
nic, tylko się pod tym podpisać...
2012/02/27 08:43:49
Ja chciałam, żeby mi ktoś powiedział, że to nie tak i że jednak wszystko ma sens ;_;
2012/02/27 09:21:53
Już Ci powiedzieli Jehowi.
Ja mam inne niż oni zdanie, za to zbliżone do Twojego ;-) 2012/02/27 12:43:12
Tram, zupełnie nie masz racji. Tylko widzisz, władza i wpływanie na świat wymaga stada. W pojedynkę to faktycznie może być trudno :)
A i tak nie masz racji, bo gdyby każdy tak powiedział, to sobie wyobraź, gdzie by to wszystko było? Tylko pomijając, ty akurat pierdzielisz jak potłuczona, bo pomagasz na niemałą skalę tym co robisz na co dzień i nawet tego nie widzisz. Ale może i lepiej. Inaczej byś się mogła zatracić w samozadufaniu i zatrzymać w działaniu. A tak, jeśli tego nie widzisz, to działasz dalej :) 2012/02/27 12:58:46
"Ja chciałam, żeby mi ktoś powiedział, że to nie tak i że jednak wszystko ma sens ;_;"
Miałem już nie pisać, ale myślę, że dla powiedzenia, "że to nie tak i że jednak to wszystko ma sens" mogę zrobić wyjątek. Obejrzyj ten krótki (ok. 19 min.) wykład w ramach TED: Steven Pinker, Myth of violence . Do tego jest jeszcze księga: Pinker, Steven. The Better Angels of Our Nature: Why Violence Has Declined. Viking Adult, 2011. O pewnych, być może niespodziewanych, związkach możesz poczytać tutaj: Empathy breeds altruism, unless a person feels they have low status. A brain-scan study with a lesson for riot-hit England A co do losów religii - no cóż, są tacy, co wskazują światełko w tunelu: Abrams, Daniel M, Haley A Yaple, i Richard J Wiener. A mathematical model of social group competition with application to the growth of religious non-affiliation. arXiv:1012.1375 (grudzień 6, 2010). 2012/02/27 15:38:59
Trochę to zagmatwane. Jednym z powodów chęci zbawienia świata jest postchrześcijańskie (bo "Jezu odkupił całe stworzenie") rozciąganie moralnych kategorii dobra i zła na świat poza ludzki. Czy niszczące tsunami jest złe? Czy piorun uderzający w człowieka jest zły albo wirus Ebola?
Złe jest wyrządzanie krzywdy innym, zadawanie cierpienia. Jednak samo cierpienie, ból już niekoniecznie są złe. To naturalna, fizjologiczna reakcja organizmu stworzona przez ewolucję. Nie ma kogo za to winić. Łatwiej by było, gdyby ludzie bardziej skupiali się na złu moralnym (tym które sami wyrządzają) niż tym metafizycznym. Bo ludzkie postępowanie można zmienić, ludzi da się jednak naprawić, świata, praw natury naprawić się nie da. Konsekwentnie zaś nie da się wyeliminować cierpienia. To nie świat jest zły, że jest jaki jest tylko człowiek, gdy krzywdzi inną istotę czującą. Nie wiem czy jasno się wyrażam. W każdym razie praktyczny wniosek jest taki, że nie należy pozwolić, aby złudne metafizyczne zło człowieka przytłoczyło, tak że uniemożliwi mu to jakiekolwiek dobre działanie, nawet w swojej własnej mikroskali. 2012/02/27 16:03:05
@tram
Skoro chcesz żeby ktoś ci powiedział, że jest inaczej, to znaczy, że przynajmniej masz taką nadzieję. A tak poważnie, to po pierwsze primo, skąd przekonanie że: - życie ma jakikolwiek sens? - sensem życia jest zmienienie świata? - wiesz w którą stronę należy go zmienić? Ja na ten przykład, mam negatywną odpowiedź na wszystkie trzy punkty. Twardy racjonalizm i studiowanie matematyki utwierdziły mnie w niemal religijnym przekonaniu, że życie nie ma sensu. Dokładniej, że sens nie istnieje na poziomie budowy wszechświata, jest tylko naszym wymysłem, "gatunkizmem" jakbyś to powiedziała. Życie powstało przez przypadek, całkiem możliwe że tylko raz, co nie wyklucza takich zdarzeń w przyszłości / światach równoległych czy innych sytuacjach które jest w stanie wymyślić jedynie fizyk kwantowy na solidnym haju. Co do sensu życia, zmieniania świata i tak dalej i tym podobne, to właśnie boję się ludzi, którzy mają takie przekonanie i wiedzę, jak będzie lepiej. Na ogół są to wszyscy ci religijni, zwłaszcza wyznający religie misyjne. Są wyleczeni z wątpliwości, jeśli postępują według swojej, na ogół spójnej, choć niekoniecznie przemyślanej wizji. Ja za to zdaję sobie sprawę z tego, że wiele rzeczy można by było w przeszłości zrobić lepiej, ale to mądrość Polaka (tak nie do końca, ale nie czepiajmy się) po szkodzie. I tak dalej i tym podobne. Skoro ty jesteś za stara, to co ja mam powiedzieć? 2012/02/27 17:02:08
@bantus
Złe jest wyrządzanie krzywdy innym, zadawanie cierpienia. Jednak samo cierpienie, ból już niekoniecznie są złe. To naturalna, fizjologiczna reakcja organizmu stworzona przez ewolucję. Nie ma kogo za to winić. Lol. Jeśli cierpienie jest neutralne, to zadawanie cierpienia też jest neutralne. W jaki sposób działanie mające neutralne konsekwencje miałoby być złe, pokatoliło Cię? Już nie mówiąc o naturalnym bólu umierających na raka i naturalnym bólu przy naturalnym porodzie którego przecież nie powoduje celowo żaden człowiek. 2012/02/27 17:06:41
@bantus
"Złe jest wyrządzanie krzywdy innym, zadawanie cierpienia. Jednak samo cierpienie, ból już niekoniecznie są złe. To naturalna, fizjologiczna reakcja organizmu stworzona przez ewolucję. Nie ma kogo za to winić." 1. No ja np. mam zdanie zupełnie przeciwne: to właśnie ból/cierpienie jest jedyną rzeczą we Wszechświecie, która jest Zła - cała reszta jest albo Dobra (przyjemność i szczęście oraz ulga od bólu/cierpienia), albo moralnie neutralna. Czyny, motywy, ludzie je przejawiający - to wszystko samo w sobie nie jest ani złe, ani dobre, to w ogóle nie podlega ocenie moralnej. Stwierdzenia, że "jakiś czyn/człowiek był zły" używam najwyżej w charakterze skrótu myślowego oznaczającego coś w stylu "ten czyn/człowiek doprowadził do zaistnienia jakiegoś Zła, czyli bólu/cierpienia". 2. Wg mnie "naturalność"/"nienaturalność" czegokolwiek - abstrahując nawet od mętności tych pojęć - nie ma żadnego znaczenia w rozważaniach etycznych ("Gilotyna Hume'a"). Takoż "wina"/"niewinność". Aby coś poddać moralnemu wartościowaniu nie potrzebny jest pojęcie "winy", ani nawet wiara w realność "wolnej woli" (stojącej w opozycji i do pełnego determinizmu, i do pełnej przypadkowości), jak rozumiem, będąca warunkiem koniecznym rozważań o winie/odpowiedzialności. "Dobro"/"Zło" to pojęcia jak "Piękno"/"Brzydota" - ortogonalne wobec pojęć "Naturalne"/"Nienaturalne", "Winny"/"Niewinny". "Konsekwentnie zaś nie da się wyeliminować cierpienia." Nieprawda. Cierpienie wyeliminowałaby choćby (samo)eliminacja istot zdolnych do jego odczuwania (to jest nawet w zasięgu obecnych ludzkich możliwości technicznych...) czy eliminacja zdolności do jego odczuwania. "Jednym z powodów chęci zbawienia świata jest postchrześcijańskie (bo "Jezu odkupił całe stworzenie") rozciąganie moralnych kategorii dobra i zła na świat poza ludzki." Dla mnie np. jest nim akurat inspirowana empatią ideologiczna niezgoda na istnienie bólu/cierpienia. @chakravant "A tak poważnie, to po pierwsze primo, skąd przekonanie że: - życie ma jakikolwiek sens? - sensem życia jest zmienienie świata? - wiesz w którą stronę należy go zmienić? " A skąd przekonanie, że: - kolory mają jakiekolwiek własności estetyczne? - własności estetyczne ma (np.) kolor szary? - wiesz, że (np.) kolor szary jest ładny? "Twardy racjonalizm i studiowanie matematyki utwierdziły mnie w niemal religijnym przekonaniu, że życie nie ma sensu." A także walorów estetycznych, smakowych, podniecających itp.? Nie do pomyślenia jest dla ciebie, że tzw. "sens życia" to coś w szczegółach subiektywnego, co ludzie sami sobie przyjmują/wybierają/tworzą, na podobnej zasadzie jak wykazują preferencje estetyczne, kulinarne i seksualne? A na poziomie ogólnym - po prostu proces optymalizacyjny dążenie do maksymalizowania ilości zaznawanych uczuć przyjemnych/szczęścia i minimalizowanie ilości uczuć przykrych/nieszczęścia? "Co do sensu życia, zmieniania świata i tak dalej i tym podobne, to właśnie boję się ludzi, którzy mają takie przekonanie i wiedzę, jak będzie lepiej." Odnoszę wrażenie, że sam sobie przeczysz. Z jednej strony bowiem stwierdzasz, że żaden (obiektywny) sens życia nie istnieje; z drugiej zaś wyrażasz obawę, że jacyś samozwańczy "zbawcy świata" mogą się pomylić w swojej ocenie "lepiej", a że sama możliwość pomyłki w ocenie implikuje istnienie oceny obiektywnie prawdziwej, oznaczać to musi, że wierzysz w istnienie jakiegoś obiektywnego "lepiej"; wyłania się z tego obraz wiary w obiektywny sens życia na modłę konserwatywną - dla ciebie sensem życia byłoby (asekuracyjne) zachowywanie status quo. 2012/02/27 17:56:50
@bantus
Jak ludzie próbują się skupiać na złu moralnym, to potem mamy zaostrzenie kodeksu aborcyjnego. @chakravant Jedyne co według mnie ma sens, to dążenie do uświadamiania ludzi, że robienie krzywdy zwierzętom jest złe. Wszystko inne mi lotto na dłuższą metę, wliczając mnie. 2012/02/27 20:11:32
Chcę tylko zaznaczyć, że to nie jest jakieś moje "stanowisko" tylko raczej luźne przemyślenia, które jutro mogę uznać za kompletnie błędne.
@noname-r Jeśli cierpienie jest neutralne W sensie moralnym. Po prostu przyjemność/przykrość to nie jest dobry fundament pod system etyczny i tyle. @quasi_blox 1. No ja np. mam zdanie zupełnie przeciwne: to właśnie ból/cierpienie jest jedyną rzeczą we Wszechświecie, która jest Zła Uważam, że Zło metafizyczne jak najbardziej realnie istnieje. Uważam tylko że świata w tej kwestii nie da się zmienić i całkowicie wyeliminować cierpienie. Stwierdzenia, że "jakiś czyn/człowiek był zły" używam najwyżej w charakterze skrótu myślowego oznaczającego coś w stylu "ten czyn/człowiek doprowadził do zaistnienia jakiegoś Zła, czyli bólu/cierpienia". Zgadzam się, choć mam coraz więcej wątpliwości co do fundamentalnej roli bólu/cierpienia. Czy rzeczywiście unikanie bólu/cierpienia ma być głównym imperatywem moralnym? Aby coś poddać moralnemu wartościowaniu nie potrzebny jest pojęcie "winy", ani nawet wiara w realność "wolnej woli" (stojącej w opozycji i do pełnego determinizmu, i do pełnej przypadkowości), jak rozumiem, będąca warunkiem koniecznym rozważań o winie/odpowiedzialności. Wystarczy świadoma istota obdarzona własną wolą, bez znaczenia czy wolną czy zdeterminowaną przez prawa natury. Nieprawda. Cierpienie wyeliminowałaby choćby (samo)eliminacja istot zdolnych do jego odczuwania (to jest nawet w zasięgu obecnych ludzkich możliwości technicznych...) czy eliminacja zdolności do jego odczuwania. Ot i piękny paradoks takiej teorii etycznej. Czemu zatem w imię powinności etycznej jaką jest eliminacja wszelkiego cierpienia nie zbudować i nie uruchomić doomsday machine? Choć gdyby ograniczyć się tylko do gatunku ludzkiego wystarczyłoby skupić się na szukaniu doskonałego narkotyku. Póki co zaś można rozdawać heroinę za darmo. Dla mnie np. jest nim akurat inspirowana empatią ideologiczna niezgoda na istnienie bólu/cierpienia. Dla mnie to brzmi jak ideologiczna niezgoda na prawa fizyki. Jesteśmy śmiertelnikami, cierpienia ani śmierci nigdy się nie pozbędziemy. No chyba, że w cudowny sposób uda nam się ominąć drugie prawo termodynamiki. @tram_way Jak ludzie próbują się skupiać na złu moralnym, to potem mamy zaostrzenie kodeksu aborcyjnego. Jeśli się zgodzimy, że to katolicy w szczególności, a religianci w ogólności mają monopol na etykę i moralność to i owszem. 2012/02/27 20:31:36
@bantus
"[cierpienie jest neutralne] w sensie moralnym" Co to DKN znaczy? Nikt nie powiedział, że cierpienie jest złym uczynkiem, czy że jest moralne albo niemoralne. Jest pożądane albo niepożądane albo jest kwestią indywidualną jak ulubiony kolor, natomiast tylko jedna z tych opcji uzasadnia pogląd, że zadawanie cierpienia jest czymś złym. Twoje przemyślenia sprowadzają się do tego, że nie można oceniać czynów na podstawie ich konsewkencji. 2012/02/27 20:57:57
@noname-r
Twoje przemyślenia sprowadzają się do tego, że nie można oceniać czynów na podstawie ich konsewkencji. Chyba twoje. Moje dotyczą tego, że ból/cierpienie to wątpliwe kryterium. Piszę o tym w związku z notką. Jeśli o eliminację cierpienia chodzi, to faktycznie życie nie ma sensu, a nasze działania są bezcelowe, bo nie da się go ani uniknąć w życiu ani ze świata wyeliminować. A jaka jest twoja odpowiedź? Jeśli masz lepszą może coś skorzystam. 2012/02/27 21:56:34
Jest pożądane albo niepożądane albo jest kwestią indywidualną jak ulubiony kolor, natomiast tylko jedna z tych opcji uzasadnia pogląd, że zadawanie cierpienia jest czymś złym.
2012/02/28 00:56:18
@bantus
"Uważam, że Zło metafizyczne jak najbardziej realnie istnieje. Uważam tylko że świata w tej kwestii nie da się zmienić i całkowicie wyeliminować cierpienie." Nie rozumiem. Kwestionujesz np. techniczną możliwość eksterminacji wszystkich sentient beings? "Zgadzam się, choć mam coraz więcej wątpliwości co do fundamentalnej roli bólu/cierpienia. Czy rzeczywiście unikanie bólu/cierpienia ma być głównym imperatywem moralnym? " Eliminowanie bólu/cierpienia to tylko jeden człon równania. Drugi człon to generowanie przyjemności/szczęścia. "Wystarczy świadoma istota obdarzona własną wolą, bez znaczenia czy wolną czy zdeterminowaną przez prawa natury." Jeśli zdeterminowana, to nie wolna. W zdeterminowanym (ale także w chaotycznym) Wszechświecie wolna wola jest złudzeniem. A bez wolnej woli pojęcia takie jak wybór, decyzja, wina i odpowiedzialność tracą sens. "Ot i piękny paradoks takiej teorii etycznej." Dlaczego "paradoks"? "Czemu zatem w imię powinności etycznej jaką jest eliminacja wszelkiego cierpienia nie zbudować i nie uruchomić doomsday machine?" Ja akurat uważam, że to jest opcja do poważnego rozważenia, ale niekoniecznie w wariancie hardcorowym (gwałtowna zagłada wszystkich istot czujący), wszak do pomyślenia są jeszcze wersje light (np. stopniowe, dobrowolne wymarcie samego Homo sapiens jedynie w wyniku zaniechania dalszej reprodukcji). W każdym razie w tej chwili intuicyjnie wydaje mi się, że takie rozwiązanie nie byłoby optymalne: raz, że sama zagłada (a także oczekiwanie na nią) wygenerowałoby mnóstwo dodatkowego cierpienia/Zła, dwa - jednocześnie na ostateczny wynik fatalnie wpłynęła by totalna eliminacja (potencjalnego) szczęścia/Dobra. "Dla mnie np. jest nim akurat inspirowana empatią ideologiczna niezgoda na istnienie bólu/cierpienia." "Dla mnie to brzmi jak ideologiczna niezgoda na prawa fizyki. Jesteśmy śmiertelnikami, cierpienia ani śmierci nigdy się nie pozbędziemy. No chyba, że w cudowny sposób uda nam się ominąć drugie prawo termodynamiki." 1. Ideologiczna "niezgoda na prawa fizyki" w takim sensie, w jakim ja nie zgadzam się na ból/cierpienie - tj. nieustanne podejmowanie działań systemowych zmierzających do tego, by było go jak najmniej - jest czymś normalnym i powszechnym: np. jedząc, lecząc, budując, syntetyzując, tworząc, oczyszczając, chłodząc, zabezpieczając przed korozją etc. ciągle wyganiamy nielubianą przez nas entropię jak najdalej od siebie. 2. Nie pisałem o wyeliminowaniu śmierci, tylko o wyeliminowaniu cierpienia (a nawet wspomniałem o śmierci jako o jednym ze środków zwalczania cierpienia). 3. A co powiesz o futurystycznej koncepcji bezpośredniego sprzęgnięcia mózgów z superkomputerem (tzw. brain in a vat), który utrzymywałby je w idealnym, wolnym od bólu/cierpienia wirtualnym świecie, a nawet aktywnie, bezpośrednio stymulował ośrodki odpowiedzialne za odczucia przyjemne i hamował te odpowiedzialne za ból/cierpienie, dając permanentny haj i ekstazę [jednocześnie inżynieria genetyczna, bionika, medycyna regeneracyjna i farmakologia zapewniałaby fizycznym ciałom nadludzko długie życie, młodość, trwałość i zdrowie]? 2012/02/28 14:55:42
@quasi
Troll harder. Nie przeczę samo sobie. Nie uważam że istnieje "sens życia" w sensie wartości obiektywnej, tym bardziej przerażają mnie ludzie, którzy są przekonani że ów sens obiektywny istnieje i jest nim zrobienie czegokolwiek z całą ludzkością by świat pasował do ich jasnej, spójnej i na ogół mocno niedopracowanej wizji. Kolory też są subiektywne, ale o kolory ludzie się nie zabijali. I tak, jeśli już musisz nazwać to konserwatyzmem, to nazywaj jeśli taka twoja wola. Ja to nazywam ostrożnością. Różnica jest mniej więcej taka, że ja się wolę zastanowić zanim coś zmienię, gdyż każda zmiana może być zmianą na gorsze. Konserwatyści na ogół chcą wszystko zostawić bez zmian (ewentualnie zmienić tak, by wycofać zmiany które im się nie spodobały) bo "tradycja", "obyczaje przodków", "pambuk tak chce", "masaj". Może to dlatego że się zestarzałom, choć nigdy nie byłom jakoś fanem skakania na główkę na (podobno) głęboką wodę. 2012/02/28 17:28:05
@chakravant
"Nie przeczę samo sobie." Nie przekonałeś mnie. "Nie uważam że istnieje "sens życia" w sensie wartości obiektywnej, tym bardziej przerażają mnie ludzie, którzy są przekonani że ów sens obiektywny istnieje i jest nim zrobienie czegokolwiek z całą ludzkością by świat pasował do ich jasnej, spójnej i na ogół mocno niedopracowanej wizji." 0. To co chciałem ci powiedzieć w poprzednim komentarzu, to to, że aby wyznawać określony "sens życia" nie potrzeba wcale przekonania, że ów "sens życia" jest obiektywnie prawdziwy, podobnie żeby lubić jakąś potrawę nie trzeba wierzyć, że jest ona smaczna obiektywnie. 1. Skoro reagujesz "przerażeniem" na (domniemane) cudze plany wobec świata, znaczyć to musi, że sam (niejawnie) upierasz się za jakimś konkurencyjnym planem dla tegoż świata, choćby sprowadzał się on tylko do "nie robić nic, pozostać przy status quo". W przeciwnym razie - tj. gdybyś, zgodnie z własnymi deklaracjami, faktycznie nie lansował żadnej wizji dla świata - to co ludzie ze światem robią w ogóle nie powinno cię interesować, w końcu wedle własnych zapewnień zupełnie nie wiesz i wiedzieć nie możesz, co byłoby dla świata "lepsze", jaki jest "sens życia" itd., więc nie masz żadnego punktu odniesienia do oceniania tych cudzych działań i ich spodziewanych/możliwych konsekwencji. Czyli przeczysz sam sobie. 2. Konserwatywne "nierobienie nic/uparte trzymanie się status quo" jest układaniem świta jak każde inne, czy to ewolucyjne, czy to rewolucyjne. Deklarujesz doktrynalny sprzeciw wobec (rewolucyjnego, ewolucyjnego) "postępu", bo boisz się jego nieprzewidzianych (za sprawą "niedopracowania wizji") "negatywnych" konsekwencji, ale jednocześnie nie boisz się takowych konsekwencji w wyniku ("niedopracowanej wizji") trwania przy status quo. Czyli jesteś niekonsekwentny. Przy okazji jeszcze przeczysz sam sobie, wszak samo ocenianie możliwych konsekwencji dla świata jako negatywnych/pozytywnych zdradza posiadanie jakiegoś wzorca, który stanowiłby punkt odniesienia dla takich ocen (własnej wizji "lepiej", własnej wizji "sensu życia"), a przecież ty posiadaniu takiego wzorca zaprzeczasz. Albo rypka, albo pipka - albo przyznajesz się do posiadania własnej wizji "lepiej dla świata"/"sensu życia" (obojętne przy tym, czy wierzysz w jej obiektywną słuszność, czy nie), albo nie możesz oceniać cudzych wizji (bo nie masz wzorca, skali, kryteriów do takich ocen). "Kolory też są subiektywne, ale o kolory ludzie się nie zabijali." A jakie znaczenie ma to, czy się ludzie zabijają, czy nie? Jeśli - jak twierdzisz - wyrzekasz się prawa do orzekania co stanowi dla ludzkości "lepiej" a co "gorzej", to przecież nie możesz jednocześnie twierdzić, że zabijanie ludzi to jakieś "gorzej", którym miałbyś się przejmować bardziej, niż czymkolwiek innym. CDN... 2012/02/28 18:22:24
@chakravant
"I tak, jeśli już musisz nazwać to konserwatyzmem, to nazywaj jeśli taka twoja wola. Ja to nazywam ostrożnością. Różnica jest mniej więcej taka, że ja się wolę zastanowić zanim coś zmienię, gdyż każda zmiana może być zmianą na gorsze. Konserwatyści na ogół chcą wszystko zostawić bez zmian (ewentualnie zmienić tak, by wycofać zmiany które im się nie spodobały) bo "tradycja", "obyczaje przodków", "pambuk tak chce", "masaj"." 1. Jakbyś się nie kręcił, z tyłu dupa: równie dobrze do (niepożądanych, nieplanowanych, nieprzewidzianych) "zmian na gorsze" doprowadzić może (asekuracyjne) zaniechanie zmian [dla ilustracji: pomyśl o (młodych) ludziach z niezdrowymi nawykami i uzależnieniami, o akumulujących się przemysłowych zanieczyszczeniach środowiska (w tym: freony, gazy cieplarniane, DDT), o polityce finansowej Grecji...]. 2. Za każdym razem gdy pytam zdeklarowanych konserwatystów o powody ich oporu wobec postępu, odpowiadają mi dokładnie tak jak ty: "my nie sprzeciwiamy się (ewolucyjnemu) postępowi jako takiemu, nam chodzi tylko i wyłącznie o ostrożność, o nieprzeprowadzanie eksperymentów na żywym organizmie społeczeństwa, bo chistoria nas óczy, do czego to wszystko, panie, zawsze prowadzi...". Z doświadczenia wiem, że to asekuracyjne ględzenie - częstokroć przybierające postać słynnej "równi pochyłej" - to często tylko racjonalizacji, czyli fałszywe uzasadnienie dla swojej postawy mające przykryć prawdziwy - mniej szlachetny lub mniej popularny/przekonywający dla mas - powód. Konserwatyści zwykle odrzucają propozycje zmian [np. legalizację małżeństw jednopłciowych] wcale nie dlatego, że naprawdę obawiają się, że te zsuną nas po "równi pochyłej" w kierunku jakichś nieprzewidzianych, niepożądanych konsekwencji [np. "upadek rodziny", legalizacjja "małżeństw" pedofilskich i zoofilskich, tragedia dzieci z homo-adopcji, zapaść demograficzna "Cywilizacji Białych Europejskich Chrześcijan" i jej zalanie przez "śniade hordy" z Bliskiego Wschodu itd.], lecz dlatego, że nie odpowiadają im te zmiany same w sobie [np. lubią mieć "czarnego luda" do dokuczania; potrzebują pruderii jako atrapy moralności maskującej własną amoralność; geje kojarzą im się ze zniewieściałością, zniewieściałość ze słabością i łagodnością, a słabością i łagodnością gardzą, bo czczą siłę i brutalność; geje kojarzą im się z seksem analnym, seksem analny jest dla nich nieestetyczny, a nieestetyczność kojarzy im się z czymś złym i niebezpiecznym], ale są świadomi, że ich obiekcje niekoniecznie są wystarczająco powszechnie/intensywnie podzielane przez ogół, więc dla zjednania sojuszników dla swojego oporu miast przekonywać ludzi do swoich wąskich religijno-ideologiczno-estetyczno-egoistycznych obiekcji wobec samych zmian, wolą ich straszyć wydumanymi futurystycznymi konsekwencjami tychże zmian. Podejrzewam, że podobnie może być w twoim wypadku. O co tak naprawdę ci tutaj chodzi? O to, że utylitarystyczne pochylanie się nad zwierzętami/biedotą/mniejszościami osobiście ci ubliża, bo w "hierarchii bytów" istoty, którymi pogardzasz zbytnio zbliża do zajmowanej przez ciebie uprzywilejowanej pozycji Białego, Zdrowego, Wykształconego, Dobrze Zarabiającego Heteroseksualnego Europejczyka Płci Męskiej? 3. Ostrożność we wprowadzaniu zmian to kwestia czysto techniczna i jako taka może być odniesiona raczej tylko do konkretnych projektów zmian (których tu nikt nie przedstawiał), a nie samych ogólnie sformułowanych ideologicznych celów zmian. I jest to wymagane bez względu na to, czy wychodzi się z pozycji konserwatywnej, czy postępowej. Ty natomiast zareagowałeś automatycznym, alergicznym sprzeciwem na samą ogólną ideę zmian, co wskazuje na to, że tak naprawdę nie o żadną ostrożność ci chodzi, lecz po prostu z jakiegoś powodu nie leżą ci wspomniane tu ideologiczne cele tym zmianom przyświecające. A twoje pożal się Boże uzasadnienia to tylko na poczekaniu wymyślona racjonalizacje, stąd też ich logiczne defekty. 2012/02/28 18:54:39
@chakravant
przerażają mnie ludzie, którzy są przekonani że ów sens obiektywny istnieje i jest nim zrobienie czegokolwiek z całą ludzkością by świat pasował do ich jasnej, spójnej i na ogół mocno niedopracowanej wizji Dopóki nie jestem Żydem w nazistowskich Niemczech albo lewakiem na Utoyi, to ja ich również podziwiam, jest coś romantycznego w bezkompromisowym dążeniu do celu. 2012/02/29 11:54:59
Nie przeczytałem komentarzy, bo quasi uczynił je nieczytelnymi, ale dorzucę swój.
Jeśli najważniejsze są dla ciebie zwierzęta, to nie tak, że nic się nie da: 1. Corrida - wszystko zmierza do zdelegalizowania. 2. Transport koni - Vivie idzie jak po grudzie, ale moim zdaniem kiedyś im się uda. Kropla drąży, i tak dalej. ... 3. Klatkowy chów kur - KE już nakazała zwiększenie klatek. Poza tym, sporo ludzie nie jajek z trójką. itd., itd., Chyba, że jesteś maksymalistką i uważasz, że to nie istotne, czy koń zostanie zarżnięty przed, czy po podróży do Włoch. To ja od razu mówię, że się nie zgadzam. 2012/02/29 15:29:00
@amatil
Za kilka lat unia się rozleci i już nic nie będzie stało na przeszkodzie polskim chłopom w maltretowaniu zwierząt. That is my point. |
|